środa, 19 sierpnia 2009

godzina 4 minut 30...

tak tak..o tej jakze magicznej godzinie uslyszelismy do naszej latorosli UM MAMA,UM BABA..i trzeba bylo wstawac;)
On podekscytowany wszystkim do granic,jakby mial malo czasu a tak wiele do zrobienia,powiedzenia..a My padnieci,zaspani bo dopiero co oddalismy sie w objecia Orfeusza;)
Faris byl jakis naladowany,zadawal pytania i nie czekajac na jakakolwiek nasza reakcje czy odzew sam sobie na nie odpowiadal..Tata padl o 5.30..mama walczyla do 6 ;)
cisnie sie na usta-co za noc ;)

Dzis w programie byl Kair,nic specjalnego..taki ot sobie wypad przed Ramdanem bo jak wiadomo pozniej to raczej ciezko,zwlaszcza jak za oknem taki zar!
Zatem wycieczka obejmowla programem tylko i wylacznie Carrefoura W Maadi center..
Na parkingu nie bylo juz miejsc jak sie tam zjawilismy o 11-to byla zapowiedz i przedsmak tego co czekalo nas w srodku budynku...a tam,dzikie tlumy!
Powiem tylko tyle ze na ulicach takich korkow nigdy nie widzialam jak wewnatrz tego budynku!Do warzywnego stoiska juz nie dotarlam,kolejka mnie przerazila!
..ale zdziwieni ze skonczylismy tak szybko postanowilismy sie wybrac do centrum,na Zamalku bowiem byla ksiazka, ktorej poszukiwalam od dluzszego czasu-tam i tylko tam-szlag! Maz miedzy czasie przypomnial sobie dlaczego nienawidzi Kairu ;)

wrocilismy do domu cali,zmeczeni ale usatysfakcjonowani ;)

Brak komentarzy: