Moze nie tak calkiem dokladnie ;)
Od sobotniego poranka jestesmy w domu..naszym domu.
Fares oszalal widzac swoj pokoj i zabawki,ktore zostawil pol roku temu..dzis cieszy sie jakby byly nowe ;)zajety siedzi w swoim pokoju i dlubie przy samochodach,a na zabawki przywiezione z Polski ledwo okiem spojrzy ;) po co ja to targalam ?:)
Lot przeszedl nader spokojnie,sadzilam ze bedzieszlaw doslownym slowa tego znaczeniu wrcajac pamiecia do lutego kiedy to wejscie do lotniskowego autobusu czy samolotu graniczylo z cudem i byly przepelnione piskiem i placzem Juniora..zwyczjanie sie bal.nigdy nie jedzil tak wielkim srodkiem lokomocji nie wspominajac juz o publicznych srodkach transportu drogowego ;)tym razem bylo inaczej z czego bylam bardzo dumna,tat zreszta tez nastroszyl sie jak paw ;)
w samolocie Fares ma juz swoje miejsce gdyz przekroczyl dwa latka,zatem zasiadl na swoim fotelu,zlapal misia i pofrunelismy bez zadnego grymasu.Troche sie pobawil,pomalowal a pozniej zasnal i pzespal caly lot.
Podobnie jak tatus zle znosi upaly (teraz 3335 stopni w ciagu dnia),ja nie mam az tak wielkich problemow natomiast moi panowie 5 minut po prysznicu wygladaja jakby go znowu wzieli ;)
pewnie to bardzo przeszkadza daltego nie ruszamy sie z domu z czego jestsmy wszyscy zadowoleni..Fares nie czuje roznicy bo sa dziadkowie ktorzy sa gotowi z nim bawic cala dobe ;)pewnie teskni za codzinnym spedzaniem czasu nad woda z przyjaciolmi..choc na razie nic nie wspomina z braku czasu ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz