sobota, 8 maja 2010

cyrk

Wczoraj wybralismy sie do przybytku rozrywki z zywymi zwierzetami w roli glownej ;)
Na jeden dzien rozbil sie namiot w centrum miasteczka i spowodowal ogolny chaos zyciowy.
Faris nie dal spokoju dopoki na 3 godziny przed planowanym spektaklem nie wykupilam biletow na potwierdzenie wlasnych slow,ze na pewno sie wybierzemy.
Jak widac me slowa nie sa zbyt wiele warte,potrzeba bylo niezbitych dowodow.
Kupilam i sie wybralismy.
Przedstawienie nieco ponad 2godziny momentami niezbyt interesujace,ale wytrzymalismy.
Byly brawa,krzyki i smiech.
O dziwo nie spodobaly sie zwierzatka ani clowni ale kaskader udajacy na trapezie Spidermana czy Pan szalejacy z ogniem ;)
Na szczescie wczoraj cyrk po przedstawieniu zebral manatki,wiec smialo mozemy odetchnac do nastepnego razu,ktory statystycznie wypada za rok ;)

2 komentarze:

Neskavka pisze...

Tylko raz byłam z córką w cyrku.No nie lubie i już.Na szczęście ona też nie lubi.

żurawina pisze...

nie/stety Farisowi sie spodobalo co nieco,zatem w planach mam jeszcze wyprawe do cyrku,ale obiecalam sobie,ze znajde jakis z wiekszym asortymentem zwierzat..a i klowni tez nie sa mile widziani ;)