Goraco jak diabli.
Wieczor chwila wytchnienia,wiec zaraz po wieczornej bajce Farisa wybieramy sie na taras.
Jest cudnie,chlodne powietrze,przyjemny wietrzyk,nie to co w domu.
Faris zabral ze soba samochod na pilota bo tam wiecej miejsca no i musze przyznac,ze tylko dlatego ze sie zgodzilam aby go wyniosl dal sie namowic na wyjscie z piekarnika czyli naszego domu :)
Po chwili chlopcy zaczynaja grac w pilke a ja wpatrzona w niebo szukam gwiazd i co widze? chmury.
Pytam meza czemu te chmury nie siedza na niebie w ciagu dnia..odpowiedzi nie oczekuje no bo i jaka? ;)
..ale Faris podlapuje temat,patrzy do gory i zrywa sie z krzesla..panika,ze musimy uciekac bo....bedzie padac deszczi burza bedzie.
Tato mu tlumaczy,ze moze bedzie padac ale za jakies 10 lat :P
Pierwsza reakcja to smiech,ale jemu wcalenie nie do smiechu i popada w wiekszy poploch..zbiera samochod i pilke i pokracznie idzie do drzwi..no i coz nam zostalo..wrocic do domu :P
mam nauczke aby nie patrzec nigdy w niebo :)
Wracamy do domu.
Mlody zyczy sobie kapiel w wannie.
Nastepnie zasypia na fotelu przed tv..zupelnie jak ja ;)
1 komentarz:
Ja uwazam ze tv to dobry srodek nasenny i widze ze nie tylko dla mnie ;)) pozdrawiam :**
Prześlij komentarz