Stalo sie to czego obawialismy sie najbardziej..no moze procz wypytywanie o kolegow i kolezanki z polskiego podworka..mianowicie dziecko nam przygaslo.
Objawilo sie to miedzy innymi ogolnym znudzeniem,chodzil do swojego pokoju i poplakiwal,latwo bylo go urazic jakas niespelniona obietnica...i tak dnia dzisiejszego postanowilismy przerwac ten stan i zabralismy go do klubu.
Z poczatku oczywscie opor,ze nie chce wychodzic z domu,ale jak tylko dojechalismy i zbiegly sie dzieci na plac zabaw to uwierzcie,serce mi sie radowalo kiedy widzialam jego usmiech,slyszalam jego krzyk zadowolenia jak to ma miejsce podczas zabawy..widzialam w nim chcec wspolzawodnictwa z innymi dziecmi i nieodparta chec aby sie bawic...czego ostatnimi dniami zaczynalo brakowac.
Wrocil do domu inny,szczesliwaszy?
sama nie wiem ale bardzo mi sie taki podoba i ten stan trzeba bedzie podtrzymywac ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz