poniedziałek, 23 sierpnia 2010

memu?

Wychowalam syna na malego pomocnika,do tego stopnia,ze musze sie chowac ze sprzataniem.
Aby posprzatac potrzebny jest plan i odrobina konspiracji.
Tata wywabia pod byle pretekstem Fariska z domu i wtedy urabiam sie jak szalona aby tylko skonczyc zanim wroci i co najwazniejsze,zeby nie zobaczyl zadnych przyrzadow takich jak wiadro z woda przede wszystkim ;)
Inaczej juz po mnie i sprzataniu konca widac nie bedzie-tak mu sie to podoba.
Wszyscy zachwyceni jego zaradnosci i checia niesienia pomocy ale na chwile obecna wolalabym aby odpuscil troche...pomoc sie przyda na starosc ;)

Gadatliwosc wciaz nas meczy,ale o dziwo zawsze sie mowi,ze najczestszym pytaniem zadawanym przez dzieci jest pytanie "co to?"
..ano wlasnie a u nas nie,najczestszym pytaniem ktorym konczy sie praktycznie kazde wypowiedziane przez niego zdanie to memu? czyli czemu?
No to odpowiadamy,bo przeciez ignorowac nie mozna...i tak sobie dyskutujemy i kazdego dnia odkrywamy,ze slownictwa naszego synka jest coraz bardziej bogatsze :)

Uczenie dobrych nawykow takze poplaca..uzywa bezwiednie takich zwrotow jak np prosze,dziekuje,prosze umyc rece :P

Jest wesolo w naszym trojkacie i przeciez wlasnie o to chodzi,aby dziecinstwo spedzic z usmiechem na ustach.

Brak komentarzy: