Jutro wieczorem lecimy do Egiptu.
Z tej okazji od dwoch dni pakuje walizki,a Faris od dwoch dni je rozpakowuje,ot tak dla zabawy ;)
Im blizej wylotu tym wieksze u Farisa podekscytowanie,ktore przyznam szczerze wychodzi mi juz bokiem,a to dlatego,ze wraz z podekscytowaniem wzrosl u niego poziom adrenaliny i od paru dni wytchnienia nie mam wcale.
Kiedy opowiadam mezowi jak to nasz syn sie zmienil to tylko kreci glowa,ze to cos nieslychanego..ano nieslychane tylko zastanawiam sie jak ja dolece do tego Egiptu w tak skrajnym wyczerpaniu.
Cale dnie spedzamy na zabawie i praktycznie na powietrzu,bo rower stal sie najlepszym przyjacielem w pogoni po polach za bombajnami..a ja za nimi.
Przyszedl takze czas na troche cwiczen logopedycznych wszakze dziecko ma byc/jest dwujezyczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz