Dzien 3 za nami.
Bylo mniej lez,ale wcale nie latwiej.
Po weekendzie Faris zdazyl sie przyzwyczaic do mysli,ze to cale przedszkole,ze to jednorazowy wyskok z naszej strony i dzis nie chcial tam wracac.
Wyjscia nie mial zbytnio.
Usiadl ale tylko ze mna.
Znalazl sie kolega i bylo ok,wyszlam ale za chwile uslyszalam "o nie!" ktorego nikt inny wypowiedziec nie mogl ;)
Zatem wrocilam i znowu usiadlam i tlumaczylam,ze jest tu fajnie,ze zaraz beda sie bawic w pociag,ze mama wyjdzie ale niedlugo po niego wroci.
Wyszlam i chyba bylo ok,tak zgodznie twierdza nauczycielki jak i sam Faris ;)
Mam nadzieje,ze to przedszkole przestanie wkoncu byc takim wyzwaniem emocjonalnym,bo szczerze to oboje z mezem jadac rano mamy masakryczny bol brzucha ;)
Zaczelo sie za to inne wyzwanie zwiazane z przedszkolem,musialam wrocic do alfabetu i czytania po arabsku choc cienko to wciaz idzie to robie jakies postepy,bo musze,bo Panie pisza w dzienniczku codziennie uwagi co bylo,a co bedzie po arabsku i nosze sie z zamiarem zeby jednak przez jakis czas pisaly po angielsku-wkoncu jedna z nich jest english teacher wiec chyba nie bedzie problemu ;)
Nota bene dzis doczytalam,ze przed poislkiem uczyli sie zwrotu bismillahi'r-Rahmani'r-Rahim' i az zasmailam sie pod nosem,gdyz sama mam problemy :)
a no i ktos mi kiedys powiedzial,ze zobacze-dziekco pojdzie do przedszkola to zmieni sie moje podejscie do niego i tm samym relacje..mten ktos mial racje,o wiele bardziej doceniam mojego syneczka o ile to mozliwe,a tesknie za nim niemilosiernie i tak plyna mi godziny-na spogladaniu na zegarek i przyznam,ze na razie wolnego czasu nie mam ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz