Nasz switeczny dzien zaczal sie kolo godziny 8 kiedy to tata wrocil z meczetu.Zdziwilo mnie bardzo,ze sama poranna modlitwa nas nie obudzila jak to zawsze bywalo..zatem tu mile zaskoczenie.Pozniej sniadanie u dziadkow,telefony,telefony i jeszcze raz telefony.Z kazsym porozmawiac,kazdemu zlozyc zyczenia,nawet Farias nie ominelo i musial do sluchawki "odspiewac" swoj repertuar czyli "salam habibi" " bye habibi" jakok,ze jest niezbyt rozmowny kiedy uslyszy obcy glos w sluchawce ;)
Nastepnie nadszedl czas na chodzenie i odwiedzanie,a pozniej odpoczynek u naszych "ciotek"-dwie starsze panie,rodzenstwo rodzicow mojej tesciowej.
Tu Faris wiodl prym i sadzilam ze bedzie tragedia ze spaniem,a tu nie bylo nawet mowy o spaniu.Zabawa na calego,zjawila sie rodzina ktore z kazdej strony adorowala Malucha i zabawiala.Musze przyznac,ze od dawna nie przytrafilo mi sie na tak dlugi czas stracic dziecko spod kontroli ;)ale mijal dzien,On coraz bardziej zmeczony,a tu juz nie pora na sen..zatem do klubu na hustawki i inne takie..
w klubie zaczal zasypiac na stojaco,wiec do domu i tu zasnal na dobre ale po godzinie trzeba bylo budzic,zeby nad ranem nie bylo zadnej niespodzianki..no i tak sie wybudzil,ze mam teraz problem zeby go polozyc znowu spac :))) kolko graniaste ;)
2 komentarze:
u nas tez swiatecznie, Kaja wystapila w nowej sukience :-)
czekamy na relacje;)i zdjecie:)
Prześlij komentarz