czwartek, 22 października 2009

Ostatnie dni byly..meczace,strasznie sie dluzyly,malo snu,mnostwo zabawy i jak zwykle ogrom energii Farisa.Jak on to robi,nie mam pojecia.
Niedospana nie mialam ochoty na nic,a napewno na zabawe caly dzien.
Zaciagnelam go do sprzatania.Bardzo lubi pomagac,ba ma nawet swoja wlasna wizje sprzatania,nie ogranicza sie na meblach,czysci sciany,telewizor,swoje zabawki a to wszystko za pomoca szmatki i Pronta,bo bez tego ani rusz.Zatem ja chodze za nim i poprawiam.
Nie narzekam.Ciesze sie,ze ma zapal,ze chce pomagac,ze przyklada sie do tego co robi.
Pomaga nastawic pranie,pozniej je wyciagnac i rozwiesic.Cudownie jest miec takiego pomocnika.

Ostatnio bedac w kuchni slysze jak krzyczy: MAMA! pomyslalam cos napewno zbroil.
Zapytalam co sie stalo,uslyszalam tylko: BEE..wiec pytam: CO ZROBILES?uslyszalam jak ucieka do pokoju (to charakterystyczna oznaka winy,ucieka jak najdalej od miejsca z ktorym mozna by go powiazac ).Zatem ide,widze plame na podlodze i jego mine,niewinna,slodka do granic..nie potrafie sie gniewac,jedyne co moge to go wycalowac ;)Miekka matka ze mnie poprostu.

Wczoraj odwiedzila nas babcia.Ku wilkiej uciesze Farisa przyniosla jego ulubiony deser domowej roboty,czyli roz we laban (nic innego jak ryz na mleku).Faris jest wstanie zrobic wszystko dla tego przysmaku,podobnie jak moze zjesc nawet kilka porcji dziennie,dlatego musze ukrywac w lodowce po katach,zeby co nieco ocalalo na nastepny dzien ;)W miescie jest dokladnie zorientowany gdzie mozna kupic te delicje.Nie ma szansy przejechac niepostrzezenie obok sklepu bez zatrzymania sie i kupienia kilku porcji do natychmiastowej konsumpcji.

1 komentarz:

Matka bez lukru pisze...

fajny ten Twój malec! Nadrabiam zaległości i zaczytuję się w tym co piszesz.
Buziak w czółko Fariska :*