piątek, 13 listopada 2009

trzynastego..

Dzis piatek,a my piatkow nie lubimy,o!
Jest dzien wolny zatem wszyscy spedzaja czas poza domem,chyba oprocz nas ;)
Jest tloczno,glosno i ogolnie nieprzyjemnie dla kogos kto raczej nastawia sie na relaks tego dnia poza domem.
Ostatnio bardzo rzadko wychodzilismy,bo zawsze bylo cos,a jazda samochodem nie zalicza sie do spacerow ;)
W dodatku wczoraj odwolalam spotkanie z kolezanka,a tym samym okazje aby Faris pobawil sie z dziecmi.
Dzis zlapal mnie z rana wyrzut sumienia,ogromny moralniak i pod wplywem chwili zapominajac,ze piatek,ze tloczno etc ubralam berbecia i zabralam na poranny spacer.
Trzeba przyznac,ze jeszcze przed modlitwa w meczecie mozna sie wmiare odnalzec na zewnatrz.
Poszlismy do naszego ulubionego i w sumie jakby nie patrzec najblizszego klubu nad Kanalem.
Wiem,ze sprawia mu ogromna frajde patrzec na przeplywajace statki,spacerowanie po plazy etc,wiec na dobra sprawe nawet nie musza byc tam jakiekolwiek dzieci do zabawy,bo na to nie ma czasu ;)
Pomysl trafiony,spodobalo sie jak zawsze.
Pospacerowalismy po plazy wzdluz Kanalu,porzucalismy muszelki do wody.
Bylo milo i wesolo do tego stopnia,ze nie zauwazylismy kiedy przeplywal pilot obok statku robiac ogromna fale.
Efekt portki Farisa do kolan mokre ;)Przezywal,ah przezywal i pokazywal kazdemu kto go zaczepil jakie to gacie sa mokre,ale tragedii z tego powodu nie bylo.
Skarpety i buty tez mokre,a to oznaczalo powrot do domu..
Mlodemu sie podobalo,a to najwzaniejsze.

Jak widac piatek 13-ego nie musi byc wcale taki pechowy ;)

Wlasnie wraca Faris z kuchni.Niesie w reku bulke i pyta CHOCOLATA GUWWA(w srodku)GDZIE?... :)

1 komentarz:

Neskavka pisze...

Ja tam lubię piątki,trzynastego.
Moje szczęśliwe dni.