Przyznam,ze problem byl z dopasowaniem, ktory to palec ;)
Czasem wychodzil pistolet.
Trening czyni mistrza,oto efekt:
A tu przyklad z dzisiejszego popoludnia.
Po spacerze pytam Farisa czy ma ochote na gato (ciasto)..mowi OKI.
Skoro tak to idziemy do cukierni.Tam wybralismy co nam wpadlo w oko,zaplacilismy w kasie i z kwitkiem ruszylismy do wyjscia gdzie czekala juz na nas zapakowana paczka.
Pan uprzejmy podal Farisowi kartonik do raczki,a ten pokazal mu swoj nowy gest OKI(jak na zdjeciu) i wyszedl..
Zamarlam z wrazenia Ja,zamarl takze owy Pan co to podal paczke.
W domu pytam czy dobre ciasto i co slysze?
Nic,bo buzia pelna biszkoptu z kremem..za to widze duzo..a dokladnie kciuka skierowanego ku gorze,zatem nie jest zle ;)
Warto nadmienic,ze Faris nie umie powiedziec gato ale KIKA (czyli cake) wychodzi mi idealnie.
W domu zaobserwowalam nowe zjawisko "wedrujace lyzeczki".
Z dnia na dzien jest ich coraz mniej.
Slysze jak Faris najpierw otwiera lodowke..szuka ;)
Pozniej szlysze "trzask",lodowka zamknieta..otwiera sie szuflada,brzecza lyzeczki..i tu trop sie urywa.
Dzis zagonilam dinozaura do roboty..a co ;)
Pod nosem podspiewywal "tik tak,tik tak.."
2 komentarze:
heh, niezly ten kciuk :-) nauczyl sie wyrazac gestami, swietne :-)
a te lyzeczki to pewnie sa tam gdzie moj korek od wanny...
No proszę, znowu coś nowego umiemy.Najważniejsze, że wie kiedy ma ten gest pokazywać.
Ja nie mam małych dzieci a łyżeczki "wędrują"...
Prześlij komentarz