Wczoraj nas nie bylo,bo podrozowalismy.
Odwiedzilismy miasto 10th of Ramadan,ktore przypadlo nam nawet do gustu.
Stracilismy tam cale przedpoludnie,ale szarpnelismy sie jeszcze w strone Kairu.
Czasu malo,bo mniedzy czasie tato dostal telefon,ze nastepnego dnia rano musi isc do pracy. Farisek niepocieszony bo jeszcze nie zdazyl sie nacieszyc tata,ale coz na to poradzic.Wkrotce bedzie mial go an wylacznosc.
Przyznam,ze po ostatnich toaletowych wydarzeniach obawialam sie tego wyjazdu,bo raczej nikt nie lubi zasikanego samochodu ;)
Pampers nie wchodzil w gre (choc znalazl sie na podroznym wyposazeniu,zaraz obok ciuchow na przebranie) bo to by oznaczalo krok w tyl,a my staramy sie takowych nie robic.I bardzo dobrze jak sie okazalo.
Zuch chlopak mowil,kiedy musi zaltawic te sprawy i obeszlo sie bez najmniejszego problemu..ufff
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz